Andrzej Malinowski: Razem tworzyliśmy prawdziwą, piłkarską rodzinę!!!

Poniżej zamieszczamy długi ale niezwykle ciekawy wywiad z pierwszą osobą wybraną do legendarnej 11-tki zawodników naszej Pogoni. Jest nią doskonale znany i lubiany były bramkarz GKS-u Pan Andrzej Malinowski.

Popularny „Malin” przybliża wiele zabawnych ale i ważnych anegdot z czasów swojej gry w Pogoni. Warto aby każdy kibic Czerwono-Białych poznał jeszcze lepiej bogatą i jednocześnie barwną historię Grodziskiego Klubu Sportowego Pogoń.

Życzymy przyjemnej lektury!!! Do każdego zdjęcia jest również przypisany krótki opis oraz rok wykonania.

Rozmawiał: Marcin Wojciechowski.

Panie Andrzeju, przede wszystkim gratuluje. Decyzją kibiców i sympatyków Grodziskiej Pogoni w zabawie dotyczącej wyboru legendarnego składu został Pan uznany najwybitniejszym bramkarzem naszego klubu na przełomie tych wszystkich lat odkąd istnieje nasza Pogoń. Jest Pan zaskoczony tym wyborem? Jakie to uczucie być wybranym jako ten najlepszy, najwybitniejszy?

AM: To są bardzo duże słowa. Oczywiście jestem zaskoczony i jest mi bardzo miło że zostałem doceniony przez kibiców którzy pamiętają mnie jeszcze z boiska. Tak naprawdę to nie ja wygrałem a wszystkie osoby, wszyscy trenerzy których spotkałem na swojej piłkarskiej drodze.

Swoją przygodę w naszym klubie rozpoczął Pan w 1977 roku. Jak wtedy wyglądał nasz klub zarówno od strony organizacyjnej jak i sportowej? W której lidze wtedy graliśmy?

AM: Graliśmy wtedy w A-klasie. Pamiętam stary budynek klubowy w którym znajdowały się dwie duże szatnie oraz jedna mała, później dobudowano świetlice klubową która była miejscem naszych spotkań. Pogoń posiadała boisko główne i boczne gdzie teraz znajduje się basen. W drużynie seniorów występowali głownie wychowankowie klubu. Zawodnicy byli bardzo mocno przywiązani do klubu oraz kolegów. Z tamtego czasu pamiętam bardzo rodzinną atmosferę tworzoną przez działaczy i zawodników. W tamtym czasie klub nie dysponował dużym budżetem finansowym, wspierały go zakłady pracy, działacze oraz kibice. Warto wspomnieć zaangażowanie w klub takich osób jak Prezesi Wiesław Kamiński, Marek Finkowski, Marek Kowalski, Grzegorz Łyko oraz pierwszy prywatny sponsor Marek Szymczak.

A w której lidze najwyżej występowała Pogoń z Panem w składzie jeżeli mielibyśmy odnosić się do obecnych rozgrywek?

AM: Występowaliśmy na poziomie obecnej 3 ligi i w niej nie broniliśmy się przed spadkiem. Zawsze walczyliśmy o awans na jeszcze wyższy poziom. Wtedy to była tzw. Liga okręgowa do której awansowaliśmy w sezonie 1980/1981. Bardzo fajne czasy w których to grali w naszym zespole bardzo dobrzy zawodnicy.

Czy pamięta Pan swój pierwszy mecz w drużynie seniorów w barwach Pogoni? Czy coś z tego spotkania zapadło Panu szczególnie w pamięci?

AM: O ile dobrze pamiętam graliśmy u siebie z zespołem Hutnika Warszawa z którym zremisowaliśmy 2-2. Wtedy to była jeszcze A-klasa. Stres owszem był ale szybko minął. Było też kilka fajnych interwencji, więc miło wspominam ten mecz. Trenerem naszego zespołu był Ś.P. Stanisław Jarzyna.

Czy da się w ogóle porównać granie w piłkę z lat 80-tyh do tych współczesnych? Oczywiście oprócz tego że po boisku biegało za piłką 22 zawodników + sędziowie.

AM: Kiedyś bardziej się grało w piłkę. Więcej było prowadzenia piłki, podań i może faktycznie grało się nieco wolniej, ale za to na pewno bardziej widowiskowo. Ogólnie uważam iż wtedy zawodnicy byli lepiej wyszkoleni technicznie, swoje umiejętności wynosili z podwórka, tylko doskonaląc je w klubie. Dzięki temu mogliśmy więcej pracować nad sprawnością ogólną.

Co wspomina Pan z czasów swojej gry jako najlepsze doświadczenie/największy pozytyw a co było największą przeszkodą i bolączką w tamtych czasach?

AM: Największy pozytyw jest taki że z kolegami z którymi grałem kiedyś w piłkę do dnia dzisiejszego się przyjaźnimy i to jest największa wartość tego co osiągnęliśmy. Sport nauczył mnie fajnego podejścia do życia i solidnego wykonywania swoich obowiązków. Jako dziecko przychodziłem wraz z ojcem na mecze Pogoni, gdy zostałem zawodnikiem seniorów mogłem grać w jednym zespole wraz z zawodnikami którzy byli moimi dziecięcymi idolami takim jak np. Marek Zdziebłowski, Ryszard Poboży, Marek Majewski, Krzysztof Deć, Krzysztof Jancy, Grzegorz Skoneczny oraz Pan Antoni Kaźmierczak dzięki któremu zostałem bramkarzem seniorów. Pamiętam że klub nie dysponował dużym budżetem finansowym jednak dzięki zawodnikom którzy byli mieszkańcami grodziska osiągnął jak tamte czasy bardzo dobre wyniki sportowe.

Pana największy sukces w roli zawodnika? Największe niespełnione marzenie sportowe?

AM: Największy sukces z Pogonią to ten pierwszy awans do okręgówki którą później zmieniono przez MZPN na IV ligę (obecny poziom 3 ligi). Jako młody chłopak mając 16 lat przeżyłem to bardzo emocjonalnie, najbardziej zapamiętałem ten moment, chociaż awansów sportowych było jeszcze kilka, jednak ten pierwszy był wyjątkowy. Podczas tego sezonu w rundzie jesiennej drużynę prowadził trener Stanisław Jarzyna, a zimą przyszedł do nas trener Janusz Wójcik. Za osobisty sukces sportowy uważam powołania na zgrupowania kadry Polski oraz grę w reprezentacji Warszawy na którą byłem powoływany jako zawodnik Pogoni wraz z Krzysztofem Maciejewskim i Darkiem Domańskim. Uważam że dla młodych chłopaków z małego klubu był to fajne osiągniecie. Dzięki solidnej postawie w bramce trafiłem do CWKS Legia Warszawa gdzie również odbywałem służbę wojskową, co w tamtym czasie aby dostać się do Legii nie było łatwe.
Największym niespełnionym sportowym marzeniem z Pogonią był brak awansu na poziom o jeszcze jedną ligę wyżej, o którą walczyliśmy kilkukrotnie (obecny poziom II ligi).

Właśnie. Kto był wówczas Prezesem naszego klubu?

AM: Prezesem przy awansie do okręgówki był Pan Witold Gryżewski. V-ce prezesem był Pan Henryk Tuszyński. Zawdzięczam Panu Henrykowi szczególnie dużo, ponieważ sporo nam pomagał, a trzeba pamiętać że kiedyś to byli społecznicy którzy pomagali z potrzeby serca i ludzkiej życzliwości. Kiedyś nie było takich budżetów a mimo wszystko Ci ludzie pomagali jak tylko mogli zarówno nam jak i naszym rodzinom jeżeli była taka potrzeba.

Ze Ś.P trenerem Wójcikiem jest związanych wiele anegdot. Jakim był trenerem w Grodziskiej Pogoni?

AM: Na pewno był to człowiek niezwykle wesoły, który potrafił zawsze zmobilizować chłopaków. Był niezwykle konkretny i sprawiedliwy. Potrafił postawić do pionu nawet tych najbardziej doświadczonych zawodników jeżeli nie zachowywali się tak jak powinni (co moim serdecznym kolegą niejednokrotnie się zdarzało). Na pewno my jako zawodnicy szanowaliśmy tego trenera. A co do anegdot to owszem takie były ale zostawię to dla siebie (śmiech). Trener ten potrafił rozwinąć nas jako zawodników.

Czy pamięta Pan swojego pierwszego trenera? Albo jest trener któremu Pan najwięcej zawdzięcza?

AM: Takim trenerem niewątpliwie był Ś.P. Stanisław Jarzyna. To właśnie ten trener wychował mnie większość zawodników którzy później grali w pierwszym składzie naszego klubu. Chciałbym tu podkreślić że jestem mu niesamowicie wdzięczny za to jakim był człowiekiem, otaczał nas ojcowską troską, nie tylko podczas treningów ale i w życiu prywatnym. Jego postawa jest dla mnie wzorem. To ten trener także wprowadził mnie do zespołu jako młodego 14-letniego zaledwie chłopaka do rozgrywek A-klasy. Muszę wspomnieć też o trenerze Ś.P Zbigniewie Koryckim, trenerze bramkarzy który został ściągnięty z RKS-u Ursus, aby mnie szkolił w Grodzisku. Po przejściu z wojskowej Legii do Ursusa nasze drogi ponownie się zeszły. A także szczególną sympatią otaczam człowieka którego znam od małego dziecka, w sumie to już 50 lat, z którym wspólnie grałem w drużynie Pogoni, następnie został kierownikiem drużyny oraz trenerem bramkarzy, dzięki temu przyjacielowi moja forma sportowa zawsze była na wysokim poziomie mowa tu o niezastąpionym Marku Zdziebłowskim. Dziękuję Przyjacielu!!!

Dlaczego akurat piłka nożna? Jak to się stało że w ogóle zjawił się Pan w Grodziskiej Pogoni?

AM: Urodziłem się w Grodzisku, mieszkałem przy Placu Wolności przy którym to także mieszkali zawodnicy ówczesnej Pogoni, chociażby Grzegorz Skonieczny, Ryszard Poboży, Edward Pac czy gracz Znicza Sławomir Graczyk. Jak to na osiedlu chłopaki grali cały czas w piłkę i mnie często wybierali do składu. Zawsze chciałem grać na bramce, grałem ze starszymi zawodnikami. Kiedyś Grodzisk był takim miastem że wszyscy ze wszystkimi się znali i pomagali sobie. Kiedyś Witold Dąbrowski, Bogdan Jagiełło i Dariusz Wnuczek zaprowadzili mnie na trening. Nie było oczywiście mojego rocznika tylko musiałem grać w lidze ze starszymi o 3-4 lata, jeszcze na duże bramki i jakoś było trzeba sobie radzić. Grywałem także na lewym skrzydle dlatego później nie miałem problemu z grą nogami. Jak trener Stanisław Jarzyna został szkoleniowcem pierwszego zespołu zostałem już bramkarzem drużyny seniorów. Zawdzięczam to w dużej mierzę Panu Antoniemu Kaźmierczakowi który wprowadził mnie do zespołu i wiele mi pomagał na boisku jak i po zanim. My kiedyś tworzyliśmy naprawdę rodzinę piłkarską, nie zawsze się wygrywało ale pozytywna atmosfera w naszym zespole zawsze panowała. Każdy na każdego mógł liczyć.

Pogoń przez wiele lat kojarzyła się z Panem w bramce ale i z Pana znakiem rozpoznawczym czyli…oryginalną fryzurą Czy to był swojego rodzaju amulet mający przynosić szczęście?

AM: ( Śmiech ) Amulet raczej nie. Grając w Ursusie doznałem paskudnej kontuzji i wtedy postanowiłem że sobie zapuszczę te włosy. Rozpoznawali mnie po tym ludzie i tak jest do dzisiaj. Czasem odwiedzając kolegów z Ursusa czy Konstancina (gdzie również grałem) obcy ludzie rozpoznają mnie po fryzurze, pytając czy jestem tym bramkarzem który grał w ich klubie.

A tak już bardziej poważnie. W bramce Pogoni był Pan gwarantem niezwykłej solidności i pewności którą zarażał swoich kolegów z pola. Czy miał Pan kiedyś możliwość gry na wyższym poziomie? Czy możemy zdradzić nazwę bądź nazwy tych klubów?

AM: Byłem przez 2 lata w Warszawskiej Legii jednak wtedy było bardzo ciężko grać bo w składzie pierwszego zespołu wojskowych, było 2 reprezentantów Polski, więc zazwyczaj byłem 3 bramkarzem. W Legii grałem w drugim zespole jako pierwszy bramkarz w 3 lidze w pierwszym zespole jak wspomniałem ciężko było wygryźć ze składu Jacka Kazimierskiego, Mirosława Dreszera czy później Jarosława Bako. Grałem także w RKS Ursus gdzie przez kilka lat byłem pierwszym bramkarzem ale tam na przeszkodzie stanęła wspomniana kontuzja. Miałem też propozycje gry w Bałtyku Gdynia, Jagiellonii Białystok, Stalowej Woli jednak wybrałem inaczej.

Przez wiele lat Pańskich występów miał Pan możliwość grania z wieloma zawodnikami GKS-u. Czy któryś z graczy szczególnie zapadł Panu w pamięć czy to ze względu na umiejętności czy sposób bycia? A jeżeli tak to kto nim był?

AM: Długo by wymieniać przede wszystkim trzeba zacząć od dwóch byłych zawodników Legii Władysława Dąbrowskiego super snajpera, wzór pracowitości oraz Waldemara Tumińskiego trenera i zawodnika który dysponował super przeglądem pola i długim dokładnym podaniem. Mogę wymienić obrońcę też Krzysztofa Decia. Grał ostro ale zdecydowanie, bardzo wspierał swoich kolegów na boisku. Ryszard Poboży który był kapitanem naszego zespołu pomimo swojej postury potrafił pokonać o wiele większych przeciwników w walce fizycznej. Marek Zdziebłowski grał znakomicie obydwiema nogami, strzelał bramki z dużej odległości. Krzysztof Jancy dzięki wyjątkowo małej stopie miał piorunujące uderzenie taki nasz Roberto Carlos. Zbigniew Kuran z matematyczną dokładnością wykonywał wślizgi, najlepsze jakie widziałem. Marek Majewski niesamowicie szybki i mocno stojący na nogach, potrafił zastawiać nawet trzech przeciwników, obrócić się i strzelić bramkę. Robert Brudziński który wygrywał wszystkie pojedynki w powietrzu. Wspominam również znakomitą współprace z moim ostatnim obrońcą Krzysztofem Maciejewskim, z którym rozumieliśmy się bez słów. Robert Sprawka kolejny obrońca. Pamiętam mecz kiedy biegnąc złapał go skurcz ale pomimo tego biegł za napastnikiem przeciwnika i jeszcze wybił mu piłkę. Robert Kazubek nasz sprinter, zdobywał jedne z najbardziej efektownych bramek jakie widziałem. Zenon Chyży który mógł biegać bez końca, był doskonałym atletą. Stanisław Ejsmont nasz obrotowy w środku pola. Andrzej Trusiak najmłodszy ze wspomnianych ogromny talent, super lewa noga.

Kiedyś nie było internetu, portali społecznościowych a jednak gdy przychodził czas spotkania to trybuny wypełniały się wręcz do ostatniego miejsca. Jak wspomina Pan atmosferę panująca na słynnej naszej trybunie z drewna?

AM: Ja jako mały chłopiec bawiłem się pod tą trybuną. Później rozebrali tą trybunę ze względu na pożar i wtedy zbudowano blaszaną. Kiedyś na nasze mecze przychodziły tłumy, cała trybuna, dookoła teren wypełniony ludźmi w tym rodziny zawodników. Co do atmosfery to były śpiewy, race, konfetti z gazet atmosfera była super!

Do którego roku reprezentował Pan barwy naszego klubu? Pytałem o pierwszy mecz a czy pamięta Pan ten ostatni, w roli zawodnika oczywiście?

AM: Ostatni mecz zagrałem z Olimpią Warszawa, wygrany 3-2.

Czy ciągnie czasem jeszcze Pana na boisko? A może rekreacyjnie można gdzieś zobaczyć popisy „Malina”?

AM: Ciągnie oczywiście ale teraz nie chce już grać, to już nie dla mnie. Poza tym nie mam na to za bardzo czasu bo jestem też trenerem bramkarzy w klubie Kosa Konstancin i LKS Chlebnia.

I w tym momencie przechodzimy do tego iż oprócz gry jako zawodnik reprezentował Pan naszą Pogoń jako jej trener. Zarówno młodzieży jak i seniorów. Jak Pan wspomina okres czasu po tej drugiej stronie nie jako zawodnik a trener?

AM: Prowadziłem kilka roczników młodzieży. Najdłużej pracowałem przy rocznik 1988-1989 od samego naboru aż po wiek seniora, wspólnie z Adamem Mrówką. Z tego rocznika w pierwszym zespole grał chociażby Tomek Kołodziejski i Krzysztof Wieczorek, w tym roczniku zaczynali również Damian Jaroń i Jakub Kołaczek. Bardzo miło wspominam pracę z tym rocznikiem i ogólnie młodzieżą. Pomagałem też tym chłopcom w nauce i życiu prywatnym biorąc przykład ze swojego trenera Stanisława Jarzyny. Wielu z zawodników ukończyło szkołę średnią w Brwinowie gdzie dzięki życzliwości Pani dyrektor udało się utworzyć klasę sportową. Kilku z nich poszło także na studiach, więc kształciliśmy ich nie tylko w aspekcie sportowym ale i edukacyjnym. Z rocznikiem ’89 wywalczyliśmy awans do najwyższej klasy rozgrywkowej na poziomie juniorskim w Polsce. Był to fajny rocznik szkoda że wtedy klub nie zadbał o tych graczy bo naprawdę był on niezmiernie utalentowany. Zawsze byłem zwolennikiem gry wychowankami klubu w zespole seniorów.
A co do seniorów to także miło wspominam ten czas prowadząc I zespół seniorów oraz awansując 3 krotnie z II zespołem. Szczególnie cieszyły mnie wygrane I zespołu, zacięte mecze z Mazurem Karczew który u nas zazwyczaj przegrywał. Było kilka fajnych spotkań i to był na pewno ciekawe i miłe doświadczenie.

W Pana sportowe ślady poszli także synowie. Adrian występował jako zawodnik na pozycji bramkarza, dodatkowo jest trenerem bramkarzy zaś Przemek buduje swoją karierę jako sędzia piłkarski ? Duma pewnie rozpiera tatę?

AM: Na pewno cieszę się z ich sukcesów. Adrian uważam że mógł osiągnąć dużo więcej bo warunki miał lepsze niż ja. Ma 198 cm wzrostu ale niestety kontuzje wyhamowały jego rozwój. Grał na poziomie III ligi w KS Ursus mając 18 lat. Obecnie jest trenerem bramkarzy w LKS-ie Chlebnia jak i w Brwinowie. Ma fajny kontakt z dziećmi i widać że bardzo lubi to co robi. A co do Przemka sędziuje w 3 lidze, zbiera dobre recenzje i cały czas liczę że awansuje wyżej.

Tego oczywiście mu życzymy. Na boisku Pana poczynań już nie możemy oglądać zaś na trybunach Pogoni na jej meczach jest Pan częstym gościem. Czy często wspomina Pan z kolegami „stare, dobre czasy”?

AM: Oczywiście zawsze to robimy! Szkoda że nie jesteśmy trochę młodsi ponieważ z chęcią zagrali byśmy w Pogoni raz jeszcze! Na pewno było by ciekawie. Cały czas zastanawiam się jak byśmy z kolegami wyglądali w porównaniu do obecnej drużyny.

Jaką miałby Pan, legenda Pogoni wskazówkę bądź poradę dla swoich młodszych kolegów po fachu którzy chcą i marzą aby móc być tyle lat numerem jeden w bramce naszego klubu jak i innych, występujących na wyższych poziomach?

AM: Najważniejsze w tym wszystkim są marzenia które muszą zostać poparte ciężką praca i wytrwałością w dążeniu do celu, jednak potrzeba w tym również szczęścia.

Panie Andrzeju w imieniu swoim jak i wszystkich naszych sympatyków dziękujemy za te wszystkie lata w których to występował Pan w barwach Pogoni. Za te wszystkie piękne emocje i wybronione niezliczone ilości strzałów przeciwników. Za te punkty które Pan wywalczył dla naszej drużyny. Czego zatem możemy życzyć Panu?

AM: Zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Żebyśmy jak najczęściej i jak najdłużej spotykali się na meczach w tym samym gronie. Chciałbym podziękować wszystkim tym osobą które pomogły mi w uprawianiu tej dyscypliny sportu oraz moim kolegą z którymi miałem przyjemność grać.

Andrzej Malinowski – urodzony 22.01.1965 w Grodzisku Wychowanek Pogoni który karierę seniorską rozpoczął w 1977 roku. W Pogoni występował do roku 1984. W 1984 do 1986 Legia Warszawa. W latach 1986-1991 występował w Ursusie Warszawa. W latach 1991-1994 powrót do Pogoni. Następnie reprezentował barwy Mirków Konstancin, Ożarowianka Ożarów Mazowiecki, LKS Chlebnia, powrót do Pogoni. Karierę w Pogoni zakończył w roku 2008 zaś przygodę z piłka w roli zawodnika w Chlebni w roku 2014.