Sławomir Domański: Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!!!

Poniżej prezentujemy rozmowę z kolejnym wyróżnionym w naszym plebiscycie na wybór legendarnej 11-tki występującej w Grodziskiej Pogoni. Tym razem mamy przyjemność przybliżyć osobę niezwykle utalentowanego i słynącego z efektownej gry byłego pomocnika GKS-u, Sławka Domańskiego.

W kolejnej, szczerej rozmowie, Sławek przybliża funkcjonowanie naszego klubu na przełomie lat 80,90-tych oraz tych z początku XX wieku.

Serdecznie zapraszamy i życzymy przyjemnej lektury!

Rozmawiał: Marcin Wojciechowski.

Sławek, przede wszystkim gratuluje wybrania Twojej osoby do legendarnej 11-tki Grodziskiej Pogoni. Tradycyjnie zapytam, co ten wybór oznacza dla Ciebie? Czy był dla Ciebie zaskoczeniem?

SD: Dziękuje jest mi bardzo miło, że zostałem wybrany do legendarnej 11-tki, jest to dla mnie wyróżnienie, a jednocześnie zaskoczenie.

Poznaliśmy już wszystkich wyróżnionych. Z częścią z nich miałeś przyjemność występować na boisku. Czy powiesz nam coś więcej o tych wyróżnionych osobach?

SD: Tak, zgadza się, grałem prawie ze wszystkimi zawodnikami. Każdy z nich, który znalazł się w 11-ce, to inna osobowość, bardzo dobrzy zawodnicy: Malin w bramce, w obronie Sprawka, Maciejewski, Kuba Popiński. Miałem przyjemność grania z Robertem Brudzińskim, jak grał i był trenerem Pogoni – wiele pomagał, w pomocy Bartek Nowak – mój wychowanek, Marek Zdziebłowski, człowiek środka pola, bardzo dobrze wyszkolony technicznie, w ataku Tomek Feliksiak, przyjaciel Robert Kazubek.

A teraz skupmy się na Twojej osobie. W jakich latach występowałeś w Pogoni?

SD: W Pogoni swoją przygodę zacząłem w roku 1981 i trwała z przerwami do 2004.

Na Pogoń byłeś niejako „skazany”. Pani Ela i Pan Sylwek, Twoi rodzice od zawsze są z Pogonią. Wybór klubu w którym chciałeś zagrać był chyba oczywisty?

SD: Każdy młody chłopak chciał grać w zespole Pogoni, który był wiodącym klubem w tamtych czasach. Rodzice cały czas bardzo wspierali mnie i brata. Kiedy już występowałem w pierwszym zespole byli na każdym meczu Pogoni i tak jest do dziś.

Pamiętasz swój pierwszy trening? Pierwszy trener?

SD: Oczywiście, że tak. Zaprowadził mnie brat do rocznika kilka lat starszego. Trenerem wtedy był Stanisław Jarzyna. Nie było tylu zespołów młodzieżowych jak dzisiaj i zanim powstał rocznik zbliżony do mojego, trenowałem ze starszymi. Uważam że miało to dla mnie ogromne znaczenie w dalszym rozwoju piłkarskim. Jako najmłodszy zawodnik musiałem na każdym treningu zakładać siatki na bramkę, nosić piłki.

Na jakim poziomie występowałeś najwyżej reprezentując barwy Pogoni? Czy uważasz że wtedy Pogoń miała potencjał aby grać jeszcze wyżej?

SD: W barwach Pogoni występowałem wiele lat, a najwyżej w IV lidze Międzywojewódzkiej, był to poziom dzisiejszej trzeciej ligi. We wcześniejszych czasach nawet z ligi okręgowej awansowało się do trzeciej ligi. Nazewnictwo się ciągle zmieniało . Nasz zespół składał się z prawie samych wychowanków, w późniejszym czasie wzmacniano go kilkoma zawodnikami z zewnątrz. Moim zdanie był to jeden z najlepszych zespołów w całej historii klubu. Ciągle walczyliśmy o awans do trzeciej klasy rozgrywkowej w Polsce, poziom piłki był zdecydowanie wyższy. Nam zabrakło szczęścia.

Czy pamiętasz także swój pierwszy i ostatni mecz mistrzowski w Pogoni?

SD: Pierwszy raz zadebiutowałem w seniorach w wieku 15 lat. Był to mecz ze Zniczem Pruszków, udało mi się nawet zaliczyć asystę. Ostatniego meczu niestety nie pamiętam.

Skoro o trenerach mowa. Który z nich wywarł na Tobie największe wrażenie? Któremu najwięcej zawdzięczasz?

SD: To trenerzy mieli największy wpływ na rozwój mojej kariery. Drygalski to najlepszy trener młodzieży jaki był do tej pory, miał dar przekazywania swojej wiedzy każdemu zawodnikowi. W piłce seniorskiej trener Zygmunt Ocimek, Jerzy Masztaler (Nowakowski-Lukullus Nowy Dwór), doktor Piotr Wiśnik, Tomasz Matuszewski, Robert Brudziński, Władysław Dąbrowski (Pogoń Grodzisk), Władysław Stachurski, Ryszard Kosiński (Legia Warszawa) i wielu innych trenerów. Wszystkim dziękuję, że mogłem z nimi trenować.

Twój najlepszy, najgorszy mecz w barwach Pogoni? A może jakiś inny, który zapadł Tobie szczególnie w pamięci?

SD: Trudno wybrać ten najlepszy mecz, było ich kilka. Jednym z nich był mecz w barwach Pogoni z Polonezem Warszawa, gdzie do przerwy przegrywaliśmy 0-1. W drugiej połowie zdobywając hat-tricka w 15 min i dokładając asystę wygraliśmy 6-1. Pierwszy mecz w trzeciej klasie rozgrywkowej zagrałem w Nowakowskim przeciwko Łomży. Grałem także w meczu Grodzisk Maz – Przegląd Sportowy, przeciwko takim zawodnikom jak Jan Tomaszewski, Grzegorz Lato, Zbigniew Boniek, Dariusz Dziekanowski. Zdobyłem wtedy cztery bramki. Mecz z Video Ciepielów. Pogoń przegrywała do 83 min 0-1. Na boisko wszedłem w 80 minucie. Mimo kontuzji, udało mi się strzelić dwie bramki z rzutów wolnych. Mecz wygraliśmy 2-1. Przypomnę także mecz Pogoni z Błękitni Raciąż, dostaliśmy 4 czerwone kartki i w ośmiu doprowadziliśmy do zmiany wyniku z 0-1 na 3-1. Niestety po rzucie karnym dla gości i kolejnej kartce mecz się zakończył. Najgorszy mecz to każdy przegrany, w którym uważałem, że mogłem dać z siebie więcej dla zespołu jako zawodnik i Kapitan.

Największy sukces sportowy oraz największe niespełnione marzenie?

SD: Największy sukces sportowy to udział w wieku 17 lat w Pucharze Polski na szczeblu Mazowieckim Pogoń-Polonia 4-0, Puchar Polski na szczeblu Mazowieckim po raz drugi, tym razem Nowakowski Nowy Dwór – Polkolor Piaseczno 1-0, awans do II klasy rozgrywkowej w Polsce, czyli dziś zaplecza Ekstraklasy z Nowakowski-Lukullus Nowy Dwór, 1/16 PP z Nowakowskim przeciwko pierwszoligowej Polonii Warszawa, uczestnictwo jako jedyny z klubu w meczu Gwiazd o Puchar Redaktora Naczelnego ,,Życia warszawy”. Po 6 miesiącach grania w Legii, byłem blisko występu w Ekstraklasie. Niespełnione marzenie to występ w dawnej II lidze ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki. To niestety nie zależało ode mnie tylko od macierzystego klubu.

Przez wiele lat występowałeś z wielu dobrymi zawodnikami. Czy któryś szczególnie imponował Ci swoimi umiejętnościami piłkarskimi?

SD: Najbardziej imponowali mi umiejętnościami technicznymi Marek Zdziebłowski, Stanisław Ejsmont, Robert Grzelak, Robert Kucharski, Robert Kazubek, Zenek Chyży, Grzesiek Zmitrowicz, opanowaniem i spokojem na boisku Janusz Rzeźniczak, Paweł Krzemiński. Oczywiście było jeszcze wielu zawodników o wysokich umiejętnościach, z którymi miałem przyjemność grania.

Sławek, pamiętam jeszcze z boiska Twoje wyczyny i przyznam że imponowałeś wielu kibicom swoimi umiejętnościami, które często przewyższały poziom na którym grała Pogoń. Czy po czasie uważasz że mogłeś osiągnąć w piłce więcej czy jesteś zadowolony ze swojej przygody z piłką?

SD: Dziękuję wszystkim za uznanie, szczególnie kibicom oraz kolegom z biska, starałem się grać jak najlepiej. Zawsze można coś więcej osiągnąć, ale do tego jest potrzebnych wiele czynników. Oczywiście jestem zadowolony z tego, co przeżyłem w klubach, co osiągnąłem, z kim mogłem trenować i grać. Uważam jednak, że mogłem osiągnąć więcej, gdyby mi to umożliwiono. Kiedyś jednak panowały inne zasady. O karierze zawodnika decydował klub, a dokładniej jego zarząd. Zasiadający w nim ludzie często przekładali dobro własne nad przebiegiem kariery piłkarza.

W jakich klubach występowałeś oprócz Pogoni?

SD: Oprócz Pogoni, grałem jeszcze w Nowakowski-Lukullus Nowy Dwór, Fala Kazuń, Mszczonowianka Mszczonów, Błonianka Błonie, UKS Borzęcin, Osuchów, Tur Jaktorów.

Jeżeli miałbyś porównać poziom sportowy Pogoni obecny do tego z lat kiedy Ty w niej występowałeś to jakie widzisz w nim różnice?

SD: Poziom piłkarski był zdecydowanie wyższy. Trzeba było ciężko pracować na treningu, aby znaleźć się w podstawowej jedenastce. Kiedyś gra była zdecydowanie ostrzejsza.

A jak wspominasz atmosferę panującą w zespole jak i na trybunach w czasie Twoich występów w Pogoni?

SD: Atmosfer w zespole była super. Wychodziliśmy na boisko i walczyliśmy jeden za drugiego, tak samo było w szatni. Jako młodzi zawodnicy mieliśmy szacunek wobec starszych kolegów. Wchodziliśmy do szatni jako ostatni, nosiliśmy piłki i czyściliśmy im buty. Nikt nie narzekał, bo takie panowały zasady. Każdy wiedział co to barwy klubowe i był dumny że może je reprezentować.

Często w wywiadach wyłania się obraz piłkarzy którzy obecnie nie spędzają ze sobą czasu tzn. po treningach rozjeżdżają się do domów. A jak to było za Twoich czasów? Z kim z drużyny miałeś najlepsze relacje?

SD: Nikt nie uciekał po meczu do domu. Zawsze siedzieliśmy kilka godzin razem, było dużo rozmowy po meczu, ocenialiśmy swoją grę. Zdarzało się, że wracaliśmy z meczu na drugi dzień 🙂 ale zawsze byliśmy gotowi na treningi. Na mecze wyjazdowe często jeździły nasze partnerki, żony. Spotykaliśmy się razem w klubowej świetlicy. Kibice jeździli zawsze z nami, jeździł jeszcze jeden dodatkowy autokar przez co mecze wyjazdowe były, jak byśmy grali u siebie. Relacje w drużynie między wszystkimi zawodnikami były dobre. Nie będę nikogo wyróżniał, bo nie chcę kogoś pominąć.

A z kim najlepiej „rozumiałeś” się na boisku?

SD: Krzysiek Maciejewski, Janek Zakrzewski, Robert Kazubek. Z Robertem tworzyliśmy dobry duet do zdobywania bramek, ale także poza boiskiem, jak nie ja to Robert. Robert jest obecnie za granicą, ale zawsze jak przyjeżdża staramy się spotkać.

Pomimo upływu lat nadal cieszysz się grą w piłkę. Powiesz nam gdzie można zobaczyć jeszcze Twoje popisy na zielonej murawie?

SD: Teraz raczej nie często pojawiam się na boisku, choć jeszcze dwa lata temu grałem jako oldboy w grodziskiej Pogoni, lidze szóstek.

Często można Ciebie zobaczyć na meczach naszej Pogoni? Co się Tobie najbardziej podoba a co nie w naszej drużynie?

SD: Na meczach staram się być w miarę możliwości jak praca pozwoli, więc raczej za mało, żeby wypowiadać się na ten temat.

Obecnie zajmujesz się także szkoleniem młodzieży w klubie Orlik Józefina. Skąd u Ciebie pomysł na trenowanie dzieci oraz co jest dla Ciebie najważniejsze w trenowaniu młodych adeptów piłki nożnej?

SD: Obecnie jestem trenerem i założycielem klubu Orlik Józefina. Praca z dziećmi zawsze sprawiała mi przyjemność. Satysfakcję daje mi możliwość przekazywanie swoich umiejętności, doświadczenia oraz pasji, która powinna przekładać się na trening. Staram się nauczyć młodzież, aby dążyli do celu w sporcie, jak i w życiu osobistym. Trenerem jestem od 1992 roku, pracowałem z zespołami młodzieżowymi, wychowałem wielu zawodników, którzy wystąpili na przykład w Ekstraklasie jak Damian Jaroń, czy II lidze jak Paweł Czarnecki, Bartek Nowak, zawodników III ligowych jak obecnie grający w Pogoni Jakub Kołaczek oraz wiele zawodniczek, które grają między innymi w reprezentacji Polski oraz zdobywały Mistrzostwa Polski.

Jakie rady miałbyś dla nie tylko swoich podopiecznych ale dla wszystkich młodych piłkarzy chcących odnieść sukces w zawodowym sporcie?

SD: Najważniejsza jest chęć zawodnika do treningu oraz wytrwałość w kierowaniu się wytyczonym sobie celem. Później ciężka praca, w szczególności od młodych lat, bo to przełoży się na późniejszą grę.

Sławek, wspominałem już o Twoich rodzicach którzy niejako są symbolem, żywymi legendami Pogoni. Ciebie, jako ich syna, pewnie rozpiera duma mając tak wspaniałych i oddanych rodziców?

SD: Tak, zdecydowanie można powiedzieć, że moi rodzice to więcej niż symbol grodziskiej Pogoni. Jestem z tego bardzo dumny. Nigdy nie wywierali na mnie presji. To ja chciałem pokazać im, że przychodząc na mecze syna, będą dumni i mam nadzieję, że udało mi się to. Rodzice są oddani klubowi, wiele dla niego zrobili i robią do tej pory. Pogoń bez nich to nie Pogoń.

Dziękujemy Tobie za te wszystkie lata w których to reprezentowałeś Pogoń. Czego możemy Tobie życzyć?

SD: Dziękuję bardzo, granie w Pogoni był dla mnie zaszczytem. Zawsze występując w jakichkolwiek zespołach, starałem się grać jak najlepiej. Przede wszystkim zdrowia, żebym mógł jak najdłużej przekazywać swoje doświadczenie jako trener młodzieży.